piątek, 20 listopada 2015

Robert Pirès



Na świat przyszedł 29 października 1973 roku w Francuskim Reims. Grał na pozycji lewego napastnika bądź zazwyczaj lewego pomocnika, często wystawiany także na lewym skrzydle. 

Swoje pierwsze kroki na boisku piłkarskim stawiał w rodzinnym mieście, a dokładniej w klubie sportowym Stade de Reims. Po paru latach podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt z FC Metz, gdzie właśnie rozpoczął profesjonalną karierę piłkarza. Spędził tam niespełna pięć lat. Odniósł świetne wyniki dzięki czemu został zauważony przez wielkie futbolowe marki. Jako pierwsi sieć na Pirèsa zarzuciły władze Olympique Marsylia – jednej z potęg francuskiej piłki. Niestety spędził tam jedynie dwa sezony, które nie były zbyt udane. Nie zdobył w Marsylii żadnego trofeum, a narastające konflikty w drużynie zmusiły go do odejścia.
W 2000 roku Robert zrobił krok w swojej karierze, który zapewnił sławę na skalę światową. Podpisał on długoterminowy kontrakt z Arsenalem Londyn. Pod skrzydłami swojego rodaka, który o niego zabiegał, mowa tutaj o Wengerze, Pirès rozwinął się i stał się genialnym zawodnikiem. W drużynie z Północnego Londynu spędził niemal sześć lat, podczas których stał jednym z liderów drużyny zdobywając dwukrotnie Mistrzostwo Anglii oraz trzykrotnie Puchar Anglii. Wraz z kolegami – Henrym i Vieirą został okrzyknięty jako członek francuskiego trio Arsenalu. Okres jego gry w Kanonierach był zdecydowanie przełomowy i najbardziej owocny w całej karierze.

W 2006 roku postanowił opuścić Londyn na rzecz Hiszpańskiego Villareal. Był ważnym ogniwem żółtej łodzi podwodnej lecz nie strzelał już tak wielu bramek jak w Arsenalu. 

Po przygodzie w Villareal zmienił po raz kolejny barwy klubowe. Chciał zapewne wrócić do Anglii by poczuć smak tamtej ligi. Jego powrót nie był jednak czymś wielkim. Po przenosinach do Aston Villi nie pokazał nic specjalnego, a jego koledzy, którzy spisywali się dosyć miernie nie mogli stawić czoła klasowym rywalom. Po jednym sezonie w Anglii, Francuz postanowił zakończyć swoją karierę w Indiach, a dokładniej w klubie FC Goa. Po krótkiej przygodzie w Indiach postanowił definitywnie zawiesił buty na kołku. Nie odszedł jednak od futbolu. Obecnie pomaga Wengerowi w szlifowaniu formy zawodników Arsenalu. Często jest obecny na treningach pierwszej drużyny, jak i rezerw. Bierze również czynny udział w treningach.
Jak przystało na klasowego zawodnika, Pirès miał okazję spróbować swoich sił w reprezentacji Francji. Spróbować to jednak zbyt mało powiedziane, ponieważ Robert rozegrał w barwach Trójkolorowych prawie 100 meczy i strzelił kilkanaście bramek. Był powoływany na Mistrzostwa Świata 1998, Euro 2004 czy Puchar Konfederacji w 2003 roku. 

Kariera i sukcesy:

1992-1998 - FC Metz
  • 11 bramek w 43 meczach
  • Puchar Ligi Francuskiej (1995/1996)
  • Najlepszy Młody Piłkarz Roku we Francji (1996)
1998-2000 - Olympique Marsylia
  • 11 bramek w 86 meczach
2000-2006 - Arsenal Londyn
  • 79 bramek w 274 meczach
  • Mistrzostwo Anglii (2001/2002, 2003/2004)
  • Puchar Anglii (2001/2002, 2002/2003, 2004/2005)
  • Community Shield (2003, 2005)
  • Piłkarz roku w Anglii (2002)
2006-2010 - FC Villareal
  • 18 bramek w 128 meczach
2010-2011 - Aston Villa
  • 1 bramka w 12 meczach
2014-2015 - FC Goa
  • 1 bramka w 8 meczach
Reprezentacja Francji
  • Francja U20 - 1 bramka w 5 meczach
  • Francja U21 - 8 bramek w 22 meczach
  • Reprezentacja - 14 bramek w 79 meczach
  • Mistrzostwo Świata (1998)
  • Mistrzostwo Europy (2000)
  • Puchar Konfederacji (2002, 2004)
  • Król strzelców Pucharu Konfederacji (2001) 
  • Najlepszy Zawodnik Pucharu Konfederacji (2001)
  • Odkrycie Roku 1996 we Francji
  • Znalazł się na liście FIFA 100

niedziela, 8 listopada 2015

Gibbs ratuje Arsenal w 177 derbach

08.11.2015 - Emirates Stadium, Barclays Premier League, kolejka 12.

Sędzia - M. Atkinson.
Widzów - 60 060.
Man of the match - Mesut Özil

Arsenal 1 : 1 Tottenham

(77' Gibbs - 32' Kane)

Składy: 
Arsenal: Cech - Debuchy (78' Arteta), Mertesacker, Koscielny, Monreal - Coquelin, Cazorla (46' Flamini) - Campbell (73' Gibbs), Özil, Alexis - Giroud.
(Trener: Arsène Wenger)

Tottenham: Lloris - Walker, Alderweireld, Vertonghen, Rose - Alli (80' Mason), Dier - Dembele, Eriksen (90' Onomah), Lamela (75' Son) - Kane.
(Trener: Mauricio Pochettino)

Ławka rezerwowych:
(Arsenal: Ospina, Gibbs, Gabriel, Arteta, Flamini, Chambers, Iwobi)
(Tottenham: Vorm, Davies, Trippier, Carroll, Mason, Onomah, Son) 

Statystyki:
Posiadanie piłki: 55% - 45%
Strzały (celne): 10(4) - 14(4)
Podania: 459 - 380
Celność podań: 75% - 76%
Rzuty rożne: 7 - 6
Faule: 12 - 17
Spalone: 1 - 3
Żółte kartki: 0 - 1
Czerwone kartki: 0 - 0

177 derby Północnego Londynu za nami. Świetny mecz, na wysokim poziomie. Tempo rozgrywania akcji naprawdę wysokie. Obie ekipy od początku pokazały co to znaczy odwieczna walka w Północnym Londynie Zarówno Arsenal jak Tottenham stworzyli sobie dogodne sytuacje do strzelenia gola. Jednak to goście jako pierwsi zdobyli bramkę. Kapitalne zagranie Rose'a, błąd w kryciu Koscielnego i wyjście sam na sam Kane'a, który po chwili pewnym uderzeniem pokonuje czeskiego bramkarza. Arsenal po pierwszej połowie schodził z głowami skierowanymi w dół.
Druga połowa to dalsza rywalizacja w szybkim tempie. Obie ekipy nie odstawały i pokazały klasę. Arsenal, a dokładniej Giroud zmarnował dwie stuprocentowe okazje po dośrodkowaniach Özila. Ogromny pech.
Gdy Kanonierzy stanęli w trudnej sytuacji, zabłysnął zmysł Wengera, który na plac gry wprowadził bocznego obrońcę - Gibbsa. Młody Anglik jednak odważnie wyszedł do przodu i powędrował za akcjami kolegów. Najpierw był bliski zdobycia bramki, lecz chwilę później zdobył tego jedynego gola, który dał im ważny remis. Gdyby tego było mało,niespełna minutę po tym, mógł po raz drugi wpisać na listę strzelców. Arsenal nie może być zadowolony z tego remisu, ponieważ mógł, a nawet powinien wygrać to spotkanie. Co gorsza najprawdopodobniej straciliśmy dwóch kolejnych graczy(!) - Cazorla i Debuchy opuścili boisko z urazami.

czwartek, 5 listopada 2015

Dotkliwa porażka z... kontuzjami

04.11.2015 - Fußball Arena München, Champions League, Faza grupowa - 4 mecz.

Sędzia - Gianluca Rocchi.
Widzów - 70 000.
Man of the match - T. Müller

Bayern 5 : 1 Arsenal

(10' Lewandowski, 29', 89' Müller, 44' Alaba, 55' Robben - 69' Giroud)

Składy:
Bayern: Neuer - Alaba, Boateng (68' Benatia), Martinez, Lahm - Alonso, Costa, Thiago, Coman (54' Robben), Müller - Lewandowski (71' Vidal).
(Trener: Pep Guardiola)

Arsenal: Cech - Debuchy, Gabriel, Mertesacker, Monreal - Coquelin, Cazorla (87' Chambers) - Campbell (59' Gibbs), Özil, Alexis - Giroud (85' Iwobi).
(Trener: Arsène Wenger)

Ławka rezerwowych:
(Bayern: Ulreich, Rafinha, Robben, Benatia, Kimmich, Badstuber, Vidal)
(Arsenal: Macey, Koscielny, Gibbs, Chambers, Flamini, Reine-Adelaide, Iwobi)

Statystyki:
Posiadanie piłki: 68% - 32%
Strzały (celne): 23(13) - 7(2)
Podania: 746 - 341
Celność podań: 91% - 79%
Rzuty rożne: 9 - 1
Faule: 8 - 8
Spalone: 2 - 2
Żółte kartki: 0 - 2
Czerwone kartki: 0 - 0 

Niestety, to co udało się dwa tygodnie temu nie mogło powtórzyć znowu. Po pierwsze Bayern grał u siebie. Po drugie Bayern chciał się odgryźć za pierwszy mecz. Po trzecie Bayern miał mocniejszy skład. Nie umniejszając drużynie z Niemiec, to prawda, grali świetny futbol i zasłużenie wygrali to spotkanie. Arsenal przegrał ale nie tylko z Monachijską ekipą. Przede wszystkim przegrali z kontuzjami. Welbeck, Rosisky, Wilshere, Ramsey, Ospina, Walcott, Oxlade-Chamberlain, Bellerin oraz na godziny przed meczem Koscielny - tak wyglądała lista zawodników kontuzjowanych. Brak tych graczy był niesamowicie widoczny. Młodzi nie udźwignęli presji i zabrakło im chyba umiejętności w starciu z tak potężnym rywalem.
Bayern od początku ustawił sobie to spotkanie. Co prawda Özil szybko odpowiedział na pierwszego gola, ale jak pokazały powtórki, strzelił on bramkę ręką, za co obejrzał także żółtą kartkę. Honor Kanonierów uratował Giroud.

sobota, 31 października 2015

Campbell dobija - Arsenal wygrywa !

31.10.2015 - Liberty Stadium, Barclays Premier League, kolejka 11.
Sędzia - K. Friend.
Widzów - 20 937.
Man of the match - L. Koscielny (Arsenal)

Swansea 0 : 3 Arsenal

(49' Giroud, 68' Koscielny, 73' Campbell)

Składy:
Swansea: Fabiański - Naughton, Fernandez, Williams, Taylor - Ki Sung-Yueng (84' Britton), Shelvey - Ayew, Sigurdsson, Montero (78' Barrow) - Gomis (84' Eder).
(Trener: Garry Monk)

Arsenal: Cech - Bellerin, Koscielny, Mertesacker, Monreal - Coquelin, Cazorla - Campbell (83' Gibbs), Özil (90'+3 Iwobi), Alexis - Giroud (83' Chambers).
(Trener: Arsène Wenger)

Ławka rezerwowych:
(Swansea: Nordfeldt, Rangel, Bartley, Cork, Britton, Barrow, Eder)
(Arsenal: Macey, Gabriel, Debuchy, Gibbs, Chambers, Flamini, Iwobi)

Statystyki:
Posiadanie piłki: 54% - 46%
Strzały (celne): 4(3) - 12(5)
Podania: 550 - 461
Celność podań: 85% - 84%
Rzuty rożne: 4 - 4
Faule: 12 - 7
Spalone: 5 - 1
Żółte kartki: 2 - 0
Czerwone kartki: 0 - 0

Mecz o dwóch różnych obliczach. Pierwsza połowa była bezbarwna ze strony Arsenalu. To Swansea zdominowało grę i stworzyło kilka groźnych okazji. Kanonierzy, co prawda mogli zdobyć przynajmniej jedną bramkę, lecz brakowało skuteczności. Niemniej jednak mecz od samego początku dostarczył nam wiele emocji i zaciętej walki.
Nie inaczej było w drugiej połowie, choć tym razem warto zaznaczyć, iż podopieczni Wengera pokazali pazur i trzykrotnie ugodzili Swansea. Bramkę numer 1000 za kadencji Wengera zdobył Giroud, po perfekcyjnej główce. Drugiego gola zaliczył Koscielny, który wykorzystał błąd Fabiańskiego i wpakował piłkę do pustej bramki. Trzeci, a zarazem ostatni gol padł po strzale Joela Campbella. Kostarykańczyk rozegrał swój pierwszy mecz od początku w Premier League i już od samego początku pokazywał, iż bardzo zależy mu, by pokazać się z jak najlepszej strony. W końcu mu się to udało i potwierdził tym samym, że warto na niego stawiać. Arsenal w fajnym stylu pokonuje Swansea i dopisuje sobie kolejne trzy oczka. Brawo!

środa, 28 października 2015

Koniec rywalizacji w Capital One Cup

27.10.2015 - Hillsborough, Capital One Cup, runda 4.
Sędzia - G. Scott.
Widzów -
Man of the match - Wallace (Sheffield Wednesday)

Sheffield 3 : 0 Arsenal

(27' Wallace, 40' Santos Joao, 51' Hutchinson)

Składy:
Sheffield: Wildsmith – Hunt, Loovens, Lees, Pudil – Lee, Hutchinson (80' McGugan) – Wallace, Bannan (75' Semedo), Helan – Joao (85' Nuhiu).
(Trener: Carlos Carvalhal)

Arsenal: Cech – Debuchy, Chambers, Mertesacker, Gibbs – Flamini, Kamara (60' Bielik) – Oxlade-Chamberlain (5' Walcott)(19' Bennacer), Campbell, Iwobi – Giroud.
(Trener: Arsène Wenger)

Ławka rezerwowych:
(Sheffield: Price, Sasso, Palmer, Semedo, Nuhiu, McGugan, Bus)
(Arsenal: Macey, Gabriel, Monreal, Bielik, Bennacer, Sheaf, Walcott)

Statystyki:
Posiadanie piłki: 29% - 71%
Strzały (celne): 8(4) - 6(2)
Podania: 273 - 654
Celność podań: 72% - 89%
Rzuty rożne: 2 - 5
Faule: 8 - 9
Spalone: 0 - 2
Żółte kartki: 3 - 2
Czerwone kartki: 0 - 0

Tragiczne spotkanie. Co prawda jest to najmniej pożądane przez Wengera trofeum, niemniej jednak trochę wstyd odpaść na tym etapie, z taką drużyną i w takim stylu. Skład Arsenal to mieszanka doświadczenia z młodzieńczą świeżością. Niemniej jednak nie wyszło to zbyt dobrze, a Kanonierzy w prosty sposób dali sobie strzelić wszystkie trzy bramki.Pomimo, iż prowadzili grę, wymienili między sobą grubo ponad 2 razy więcej podań to jednak nie potrafili strzelić ani jednej bramki. Najbardziej boli jednak podwójna, bardzo istotna strata. Tracimy dwójkę, niezwykle szybkich Anglików - Ox oraz Theo wypadają z powodu kontuzji odniesionych w tym spotkaniu, co według mnie jest największym minusem tegoż spotkania. 
Z dobrej strony pokazał się jednak Krystian Bielik, który zaliczył w tym meczu swój debiut.